Archiwum autora: Dział Informacji

Fotorelacja ze spotkań z ukraińska kulturą

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć z promocji książki Katarzyny Łozy „Ukraina. Soroczka i kiszone arbuzy”  (Wydawnictwo Poznańskie, 2022) oraz z czytań performatywnych  sztuk współczesnych ukraińskich dramaturgów: Ołeksandra Witry i Nedy Neżdany  (wydarzenie przygotowane we współpracy z  Centrum Transkulturowych Studiów Posttotalitarnych Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Wrocławskiego).

Opublikowano Aktualności | Możliwość komentowania Fotorelacja ze spotkań z ukraińska kulturą została wyłączona

Wczesnośredniowieczny skarb srebrny z okolic Małkowic, pow. Wrocław

Słowo „skarb” budzi w nas najróżniejsze skojarzenia – jest to słowo magiczne, pobudzające naszą wyobraźnię, zainteresowanie, poruszające zagadnienia tradycyjnie związane z posiadaniem i gromadzeniem bogactwa, metali szlachetnych, klejnotów, pieniędzy, ale też trochę łączące z przygodą, pasją, poszukiwaniem czegoś cennego i niezwykłego, a nawet mocnych wrażeń. Ukryte w ziemi monety i kosztowności zawsze podsycały ludzką wyobraźnię, a niemal w każdej miejscowości istnieje legenda o zakopanych skarbach.

Już od czasów prehistorycznych ludzie gromadzili w przypadkowy lub intencjonalny sposób rozmaite cenne dla siebie artefakty. W okresie wczesnego średniowiecza najczęściej gromadzono monety, biżuterię i surowiec srebrny, pełniące wówczas rolę pieniądza. Znaleziska monet wczesnośredniowiecznych mogą mieć charakter pojedynczy lub gromadny. Ta druga forma zwana jest przez archeologów i numizmatyków skarbami i jest to najbardziej typowa forma znalezisk monet wczesnośredniowiecznych.

W ogromnej większości znaleziska skarbów dokonywane są przypadkowo, podczas prac rolnych, leśnych czy budowlanych. Przeważnie znaczna część zabytków zostaje szybko rozproszona przez znalazców i przypadkowe osoby. Rzadko zdarza się, aby skarby zostały wydobyte podczas regularnych prac wykopaliskowych. Również do rzadkości należą depozyty, które trafiły do rak badaczy w całości, najczęściej mamy do czynienia jedynie z ich fragmentami.

W Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich w Dziale Numizmatycznym przechowywane są fragmenty 6 depozytów wczesnośredniowiecznych z X i XI w., między innymi skarb pochodzący z okolic Małkowic, pow. Wrocław. Jak większość tego typu znalezisk, został przypadkowo odkopany podczas prac budowlanych, prowadzonych w 1986 r. w okolicach wsi Małkowice pod Wrocławiem. Robotnicy natrafili na gliniany garnek, wypełniony srebrnymi przedmiotami, które natychmiast podzielili między siebie. Wiosną 2006 r. część tego znaleziska została odzyskana przez Wojewódzką Komendę Policji we Wrocławiu i trafiła do Ossolineum, początkowo jako depozyt; a w 2022 r. została przekazana przez Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków do kolekcji Działu Numizmatycznego. Do zbiorów muzealnych trafiło w sumie 15 monet z X w., 11 ozdób całych i połamanych oraz 37 fragmentów placków i bryłek srebra. Całość ważyła ok. 329 g.

W składzie tego depozytu wyróżnia się piękna srebrna biżuteria, m.in. trzy dobrze zachowane kolczyki (zausznice), w tym cały egzemplarz typu zwanego „z trzema paciorkami cylindrycznymi”, zdobiony potrójnym filigranowym drucikiem oplatającym dookoła całość złożoną z 3 paciorków. Kolczyk z dwoma paciorkami typu „malinowatego”, zdobionymi granulacją (nazwa pochodzi od kształtu paciorków, przypominających owoce malin) zachował się lekko uszkodzony, ok. ¾ całości (bez trzeciego paciorka). Ostatni kolczyk – typu gwiaździstego (kształt powinien przypominać czteroramienną gwiazdę) jest mocniej uszkodzony, zachowały się tylko dwa ramionami gwiazdy oraz drobne fragmenty dalszych części. Z pozostałych ozdób najlepiej zachowane są dwa srebrne owalne paciorki pięknie zdobione techniką granulacji oraz dwa fragmenty blaszki pochodzące najprawdopodobniej z kaptorgi prostokątnej, czyli niewielkiej srebrnej ozdoby w formie kapsułkowatej zawieszki, noszonej niegdyś na szyi w formie wisiorka czy naszyjnika.

Wśród monet z tego skarbu wyróżniono 14 denarów zachodnioeuropejskich (1 cały i 13 fragmentów) oraz niewielki ułamek arabskiego dirhema. Najwięcej rozpoznano monet niemieckich, wśród których przeważają pospolite saskie egzemplarze typu „Ottona i Adelajdy” oraz anonimowe denary krzyżowe najstarszego typu. Obok nich wystąpiły także fragmenty monet z Bawarii, Szwabii, Frankonii i Lotaryngii. Najciekawsza wśród nich jest sklejona z 3 fragmentów niewielka monetka – tzw. obol o wartości pół denara, wybita w mennicy w Magdeburgu w okresie panowania ces. Ottona III (983-1002), prawdopodobnie w latach 995-1000 r. Oprócz tego w zespole znalazła się też połówka pensa angielskiego króla Etelreda II (978-1016), wyemitowanego w latach 991-997 r.

Ostatnią, ale zarazem największą część tego skarbu stanowią rozmaitego kształtu i wielkości placki oraz bryłki srebra. Na uwagę zasługuje zwłaszcza najcięższy fragment o wadze 106 g – jest to ok. ¾ całego, dużego, owalnego placka srebra z dodatkowymi guzkami na górnej powierzchni. Jest to jeden z największych okazów odkrytych w Polsce, który pierwotnie musiał ważyć ok. 140 g. Pozostałe to wyłącznie mniejsze i większe fragmenty pocięte dłutem lub toporkiem na wielokątne kawałki wagi od 1,4 do 35,8 g.

Zabytki srebrne z tego depozytu stanowią nieznaną nam część większego wczesnośredniowiecznego zespołu, ukrytego pod koniec X stulecia. Uwzględniając datowanie monet, możemy uściślić ten czas na lata po 995 r., prawdopodobnie około 1000 roku.

Skarb z okolic Małkowic stanowi typowy przykład śląskiego depozytu ukrytego pod koniec X stulecia. Zawiera wszystkie elementy, które gromadzono wówczas w skarbach, a więc monety, biżuterię i surowiec srebrny, w znacznej części pokawałkowane i pocięte na małe fragmenty, przeznaczone zapewne do dalszego użytkowania – najpewniej do wymiany i handlu. Możemy także spróbować domyślać się, kim był pierwotny właściciel tego depozytu. Najpewniej był to jakiś kupiec – handlarz lub rzemieślnik – złotnik, planujący zużyć zgromadzone srebro w celach handlowo-wymiennych lub też zamierzający przetopić surowiec i sporządzić nowe wyroby, być może piękną biżuterię.

Opublikowano Aktualności | Możliwość komentowania Wczesnośredniowieczny skarb srebrny z okolic Małkowic, pow. Wrocław została wyłączona

Żołnierska prasa Polskich Sił Zbrojnych w Szkocji w latach 1940-1945

Po klęsce Francji w czerwcu 1940 roku, polskie oddziały alianckie były ewakuowane m. in.  do Wielkiej Brytanii, by pomóc w walce z niemieckim najeźdźcą. Około 17000 polskich żołnierzy zostało skierowanych do Szkocji. Żołnierzy polskich należało „posortować i posegregować” w zależności od specjalności i poprzedniego przydziału. W tym celu Polaków rozdzielono na trzy obozy: Biggar, Douglas i Crawford.Tam też przystąpiono do formowania zawiązków nowych jednostek wojskowych. Żołnierze, nie byli w najlepszej formie, co zauważono na najwyższych szczeblach wojskowej hierarchii. Sam Sikorski opisywał stan żołnierzy następującymi słowami: „(…) większość oddziałów polskich w tej chwili do prac użyć nie można, gdyż są one przemęczone, jeszcze nie zreorganizowane i częściowo zupełnie mają zniszczone umundurowanie”. Mimo tego, nie ustawano w pracach nad odbudową Wojska Polskiego w Szkocji. Powstał silny ośrodek organizacyjny, wokół którego miały w przyszłości rozwijać się kolejne jednostki Wojska Polskiego. 28 września 1940 roku utworzono I Korpus Polski PSZ na Zachodzie. Wobec groźby niemieckiej inwazji na Wielką Brytanię oddziały Korpusu broniły wschodniego wybrzeża Szkocji od Firth of Forth do Montrose.

Żołnierze polscy, nie znający obcego języka, z dala od kraju, w oczekiwaniu na termin swojego udziału w walce potrzebowali informacji w języku polskim. Rozpoczęto działalność wydawniczą, początkowo wykorzystując maszynę do pisania i odbiornik radiowy. Każda większa jednostka miała swój komunikat radiowy ukazujący się niemal codziennie. 2 Brygada Strzelców gen. Maczka zdobyła się nawet na własny początkowo powielany, później już drukowany, dziennik założony przez grupę dziennikarzy przedwojennych z redaktorem L. Rublem na czele. Numer 1 gazety ukazał się niemal nazajutrz po przybyciu pierwszych oddziałów do Szkocji, bo już 29 czerwca 1940 roku. Początkowo nosiła ona tytuł  „Dziennik II-ej Brygady”,  zaś od  18 lipca 1940 roku do 31 grudnia ukazywał się jako „Dziennik Żołnierza”. Poza dziennikami każda brygada wydawała jakiś periodyk. Przeważnie były to powielane tygodniki, niekiedy na bardzo wysokim poziomie. 1  Brygada Strzelców wydawała dwutygodnik, którego pierwszy numer drukowany w Edynburgu, ukazał się już we wrześniu i nosił tytuł „Czata”.  Było to pismo znakomite, niesłychanie żywe i śmiałe. Po czterech numerach pismo zawieszono i przekształcono w  spokojniejszy „Odwet”, który przez długi czas, od 25 grudnia1940 do 15 czerwca 1941 (ogółem 8 numerów), wiernie służył Brygadzie. Wydawanie pisma zostało wstrzymane z powodu braku funduszy.

Poza pismami brygadowymi ukazywało się w Szkocji jeszcze parę innych pism polskich. Do najciekawszych należało „Co Słychać”, wydawane przez grupę rannych z kampanii norweskiej z tamtejszego szpitala. „Co Słychać” było wydawnictwem tygodniowym wzorowanym na podobnych pismach amerykańskich i angielskich – nie umieszczało oryginalnych artykułów, a tylko przedruki i streszczenia ciekawych artykułów z całej dostępnej redaktorom prasy angielskiej, amerykańskiej, a nawet wrogiej. W 1941 roku powstało pismo „Poradnik dla Pracowników Świetlic Żołnierskich”, zawierające instrukcje dla pracy społeczno-oświatowej w wojsku oraz materiały literackie, niepublikowane w Angliiz a przeznaczone do celów oświatowych w świetlicach. Skromne objętościowo pisemko „Werinajs” ukazujące się w Glasgow od 29 lipca 1941 roku poświęcone było humorowi i satyrze, a redagował je znany humorysta i malarz Antoni Wróblewski, przedwojenny redaktor „Wróbli na Dachu”. Wznowieniem przedwojennego wydawnictwa był „Lekarz Wojskowy”, fachowy periodyk medyczny ukazywał się w Perth, a później w Edynburgu (od lipca 1941 roku), jako kontynuacja tytułu wydawanego przed wojną w Polsce. Pismo poświęcone było wojskowej służbie zdrowia, medycynie i higienie. Zawierało wspomnienia historyczne z wojny, artykuły na temat lekarskich doświadczeń wojennych, publikowało prace naukowe. Wśród wydawnictw religijnych dla wojska największą popularnością cieszyła się katolicka gazetka „W Imię Boże”, ukazująca się od lutego 1941 roku pod redakcją o. Bocheńskiego, a wydawana przez Duszpasterstwo WP w Szkocji.

Tak duża ilość rozmaitej  polskiej prasy sprawiła, iż Szkoci ułożyli żart, że gdy na pustynię zrzuci się dwóch Polaków na spadochronach, to następnego dnia powstaną trzy pisma.

W Dziale Czasopism ZNiO można zapoznać się z czasopismami z tego trudnego i mało znanego okresu szkockiego żołnierzy polskich.

Opracowała Danuta Adamowicz (Dział Nowych Druków Ciągłych)

Opublikowano Aktualności | Możliwość komentowania Żołnierska prasa Polskich Sił Zbrojnych w Szkocji w latach 1940-1945 została wyłączona

Grudniowy deszcz i „Tajny dziennik”

Są poeci, którymi łatwo jest się ,,chwalić”, reprezentacyjni, niemalże gotowi na literacki ,,eksport”. Na drugim biegunie stoją postaci nieco zapomniane, przykurzone, które często są w jakiś sposób niewygodne do pamiętania o nich, więc z tego powodu nie dostają tyle uwagi medialnej, co inni. Nie są obchodzone rocznice ich urodzin, nie są upamiętnieni poprzez nadanie ich imienia instytucjom czy konkursom.

Do takich postaci należy Miron Białoszewski, który dziś skończyłby dokładnie sto lat. Urodził się w Warszawie, 30 czerwca 1922 roku. Jego równolatkami byli m. in. Tadeusz Gajcy, Tadeusz Borowski i Władysław Bartoszewski. Białoszewski zmarł w wieku 61 lat, 17 czerwca 1983 roku, po kolejnym zawale.

Choć był równolatkiem Kolumbów, nie należał do ich grona; choć stworzył najbardziej rozpoznawalny literacki opis powstania warszawskiego, ponad ten tekst cenił dużo bardziej swoje późniejsze prozy; choć nie emigrował, w okresie trwania PRL nie chciał pisać według wytycznych władz i zamiast tego tworzył wraz z Wandą Chotomską wiersze dla dzieci. Białoszewski jest poetą absolutnie odrębnym, kategorią samą w sobie, wymykającą się wszystkim innym gotowym i odrębnym schematom. Jego twórczość nie jest prosta w odbiorze, bardzo też trudno się ją tłumaczy. Absolutnie nie zmniejsza to jej wartości.

Z okazji tej okrągłej rocznicy urodzin Białoszewskiego mamy do polecenia szereg książek jego lub z nim związanych, wszystkie oczywiście dostępne w naszej bibliotece, w Czytelni Głównej. Przede wszystkim zachęcamy do zapoznania się z niezwykle obszernym, ale bardzo wciągającym Tajnym dziennikiem. Jego premiera, która miała miejsce już dekadę temu, była bardzo ważnym zdarzeniem literackim, pobudzającym do badania dorobku tego autora i obfitująca w wydanie dwóch książek niejako ,,przy okazji”. Pierwsza z nich to wydany w tym samym roku Człowiek Miron, zbiór osobistych przemyśleń na temat poety przeplatany z elementami biograficznymi autorstwa Tadeusza Sobolewskiego; druga – Białoszewski przed dziennikiem, czyli zestaw tekstów teoretycznoliterackich wykładowców wrocławskiej Filologii Polskiej, zredagowany przez Wojciecha Browarnego i Adama Poprawę, jednego z wybitnych polskich mironologów.

Ten sam badacz dokonał także wyboru tekstów do książki Stanisława Barańczaka pt. Język poetycki Mirona Białoszewskiego. Opublikowana pierwszy raz w roku 1974 praca doktorska Barańczaka została w wydaniu z roku 2015 rozbudowana o kilka innych jego tekstów dotyczących Białoszewskiego, a także posłowie wspomnianego już Adama Poprawy.

Wreszcie polecamy wyjątkowo wydane książki wrocławskiego wydawnictwa Warstwy autorstwa wieloletniej przyjaciółki Mirona Białoszewskiego – Jadwigi Stańczakowej. Pierwsza z tych propozycji to Dziennik we dwoje, prowadzony przez pisarkę, a redagowany przez Białoszewskiego zapis jej codziennego życia w latach 70. XX wieku. Druga to tomik wierszy pt. Haiku, wybór utworów z gatunku, który Stańczakowa wyjątkowo sobie ceniła. Jego okładka została pokryta tekstem wybranych wierszy zapisanych alfabetem Braille’a jako nawiązanie do faktu, że ta wieloletnia sekretarka poety była niewidoma. To właśnie z pierwszego z tych tekstów pochodzi wspomnienie o ,,koszuli w kolorze grudniowego deszczu”, którą poecie kupiła Stańczakowa, a której kolor – jako osobie niewidomej – tak on jej opisał.

Opracowała Natalia Szumna (Dział Przechowywania i Udostępniania)

 

Opublikowano Aktualności | Możliwość komentowania Grudniowy deszcz i „Tajny dziennik” została wyłączona

Alma w Ossolineum

Już od grudnia nasi czytelnicy będą mogli korzystać z działającego w chmurze systemu bibliotecznego, który dostarczy wszystkim kompleksową informację o zbiorach opracowaną według jednolitych zasad. Obsługa tego systemu będzie odbywać się przez przeglądarkę internetową i będzie dla użytkowników dużym udogodnieniem w dostępie do naszych zbiorów.

Wszystko to dzięki wdrażanemu od lutego b.r. zintegrowanemu systemowi zarządzania zasobami Alma oraz wyszukiwarce Primo.

System ten jest implementowany w ramach „Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa 2.0 na lata 2021-2025” w kierunku „Budowa ogólnokrajowej sieci bibliotecznej poprzez zintegrowany system zarządzania zasobami bibliotek”, do którego nasza Biblioteka została zakwalifikowana wraz z 15 innymi dużymi bibliotekami zaliczanymi do Ogólnopolskiej Sieci Bibliotek.

 

Opublikowano Aktualności | Możliwość komentowania Alma w Ossolineum została wyłączona

„Kolekcja zinów w zbiorach ZNiO” – fotorelacja z otwarcia wystawy

Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji z otwarcia wystawy „Kolekcja zinów w zbiorach Zakładu Narodowego im. Ossolińskich”, które odbyło się  25 czerwca.  Wystawę będzie można oglądać przez wakacje na terenie Browaru Mieszczańskiego.

Fot. Andrzej Solnica

Opublikowano Aktualności | Możliwość komentowania „Kolekcja zinów w zbiorach ZNiO” – fotorelacja z otwarcia wystawy została wyłączona

Godziny pracy Ossolineum w czasie wakacji

Godziny pracy

Opublikowano Aktualności | Możliwość komentowania Godziny pracy Ossolineum w czasie wakacji została wyłączona

Wrocław w 1897 r. okiem warszawskiego cyklisty

W polskiej prasie dziewiętnastowiecznej można znaleźć relacje naszych rodaków odwiedzających niemiecki wówczas Dolny Śląsk. Jedna z nich została opublikowana warszawskim tygodniku „Cyklista” w 1897 roku. Jej autor, Mikołaj Poturaj (1855–1926), był znanym aktorem, pod nazwiskiem Turyczyński występującym na scenach teatralnych wszystkich trzech zaborów. Prywatnie był także zapalonym rowerzystą, członkiem Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów, autorem „Przewodnika dla cyklistów po gubernjach Królestwa Polskiego” i współpracownikiem ukazującego się od 1895 r. czasopisma „Cyklista”. Do Wrocławia przybył prawdopodobnie między 21 a 23 marca 1897 r., na co wskazuje opis odbywających się wówczas w mieście uroczystości – w  tych dniach w całych Niemczech hucznie obchodzono setną rocznicę urodzin Wilhelma I (króla Prus w latach 1861–1888, a od 1871 r. także cesarza niemieckiego) – oraz wzmianka o właśnie zakończonej wystawie rowerowej w Berlinie, a taka rzeczywiście odbyła się w marcu 1897 roku. Z czytelnikami „Cyklisty” M. Poturaj podzielił się przede wszystkim swoimi wrażeniami ze zwiedzania fabryki rowerów „Aurora” należącej do spółki Julius Dressler & Co. (firma posiadała fabryki przy ul. Borowskiej, Arrasowiej i Komandorskiej – nie sposób rozstrzygnąć, którą odwiedził autor relacji) oraz pobytu na rowerowym torze wyścigowym na Dąbiu (rozebranym w 1935 r.). Oba te bliskie sercu każdego miłośnika jazdy na rowerze miejsca zrobiły na warszawiaku duże wrażenie. Na torze miał sposobność poznać wrocławskich kolarzy, m.in. Fritza Heidenreicha – świetnego zawodnika, który po zakończeniu kariery sportowej zajął się konstruowaniem aeroplanów. Relacja Mikołaja Poturaja, choć niezbyt obszerna, zawiera także niezwiązane z cyklizmem, a bardzo ciekawe refleksje z podróży koleją między Warszawą a Śląskiem czy też ze wspomnianych wrocławskich uroczystości, które zakończyła „rzęsista iluminacja całego miasta i ogólne pochłanianie masy piwa, które, przyznać trzeba, mają tam znakomite”.

Tekst: Piotr Sroka

Opublikowano Aktualności | Możliwość komentowania Wrocław w 1897 r. okiem warszawskiego cyklisty została wyłączona

St. Jean – miasto świętego Jana

Noc Świętojańska (23/24 czerwca) to tradycyjny początek sezonu letniego. Z tej okazji warto przyjrzeć się miejscowości, która świetnie koresponduje z wakacyjnymi skojarzeniami tej daty.

Saint Jean – Cap-Ferrat we francuskiej Prowancji to miasteczko, którego patronem i eponimem jest święty Jan Chrzciciel, a położenie geograficzne w pobliżu Nicei, wielkiego ośrodka turystycznego nad Morzem Śródziemnym, sprzyja wizytom gości z wielu krajów świata. Ciepły klimat i piękne widoki, a także sąsiedztwo wielkiego miasta działają od dziesięcioleci niczym magnes i sprawiają, że niewielkie St. Jean w sezonie letnim aż kipi od przybyszy, poszukujących atrakcyjnej lokalizacji dla swojego wakacyjnego wypoczynku. Jednak St. Jean to nie tylko kurort – to także świadek historii. Najstarsza znana osada wzniesiona w tym miejscu to grecka kolonia Anao, z czasem wcielona do imperium rzymskiego, a po jego upadku zasiedlona przez germańskich Longobardów. Od VIII do XI wieku miejscowość pozostawała pod panowaniem Saracenów, którzy zamienili ją w siedzibę piratów, grasujących na wodach Riwiery. Po ich wyparciu przez wojska chrześcijańskie, niewielka wówczas wioska rybacka zyskała świętego patrona i swoją obecną nazwę. W XIV stuleciu St. Jean przeszło pod panowanie książąt Sabaudii, a za czasów króla Ludwika XIV wcielone zostało do Francji. Prawdziwa świetność miasta świętego Jana rozpoczęła się w 2 połowie XIX wieku, kiedy „wielcy tego świata” upodobali sobie tę miejscowość jako swoją letnią rezydencję. Wzniesiono tam szereg okazałych rezydencji, świadczących raczej o zamożności, niż wyrobionym guście inwestorów. Rolę „letniska miliarderów” St. Jean – Cap-Ferrat pełni także współcześnie. Wśród najbardziej znanych gości tego miasteczka wymienić można Winstona Churchilla, Charliego Chaplina czy dyktatora mody Huberta de Givenchy. Życzymy więc p.t. Czytelnikom, aby jeśli nie najbliższą, to choć którąś kolejną Noc Świętojańską beztrosko i wesoło spędzili właśnie w Saint Jean!

 

Opublikowano Aktualności | Możliwość komentowania St. Jean – miasto świętego Jana została wyłączona

Herby, godła i inne znaki w architekturze wrocławskiego Ossolineum. Cz. 1: Okres 1695-1945

Znaki występujące w zewnętrznej architekturze Ossolineum stanowią zapis i świadectwo bogatej i złożonej historii tego budynku. Najwięcej z nich  – aż sześć – znajduje się po stronie północnej (u. Grodzka ), po trzy widnieją na stronie zachodniej (ul. Szewska) i południowej (Ogród Barokowy), po jednym na skrzydle wschodnim (Zaułek Ossolińskich), w środku obiektu (dziedziniec) i na budynku „starej plebanii” (pl. Nankiera). Są oznakami trzech kluczowych etapów historii gmachu, który pierwotnie pełnił funkcję siedziby klasztoru szpitalników – krzyżowców z czerwoną gwiazdą (do 1810 r.), następnie katolickiego gimnazjum św. Macieja (1811-1945), po czym w 1946 r. stał się nową siedzibą Ossolineum założonego w 1817 r. we Lwowie.

Brama główna ZNiO, ul. Szewska 37. Źródło: polska-org.pl

Pierwszą część prezentacji odnosimy do okresu, kiedy Wrocław należał kolejno do Austrii, Prus i Niemiec. Z czasów panowania Austrii pochodzi główna, barokowa bryła obiektu, przeznaczona dla klasztoru pełniącego szpitalną misję we Wrocławiu od poł. XIII w. Pierwszą część barokowej przebudowy klasztoru ukończono w 1695 r. Chodzi o zachodnią stronę budynku (ul. Szewska), w której usytuowano główny portal wejściowy. W zworniku archiwolty (łuku bramnego) umieszczono herb krzyżowców – na owalnej tarczy otoczonej wieńcem laurowym (il.1). Polichromia herbu jest współczesna, zgodna z historycznymi barwami heraldycznymi. Krzyż z sześcioramienną gwiazdą jest godłem zakonu od 1252 roku. Krzyża w godle używały zarówno zakony rycerskie, jak i szpitalnicze. W przypadku tego zakonu wyróżnikiem znaku była gwiazda, której znaczenie pozostaje do dziś niewyjaśnione; być może kongregacja szpitalników przejęła to godło z pieczęci zakonów rycerskich.

Wrocławscy zakonnicy nad bramą umieścili jeszcze jeden znak, o większym formacie, eksponujący ważną dla nich na tamten czas strategię i propagandę polityczną zakonu. Otóż w tympanonie portalu na kartuszu akantowym, w trójlistnym polu przedstawiono koronę (mitrę) książęcą i miecz na ozdobnej poduszce (il. 2). Koronę i miecz na poduszce ukazano na wzór insygniów monarszych. Jakie miało być przesłanie tych świeckich znaków? Otóż mitra książęca podkreślała fakt, że fundatorami wrocławskiego klasztoru byli Piastowie i że ziemia, na której stanął budynek, stanowiła wcześniej własność dworu książęcego. Szpitalnicy dumnie i uroczyście tytułowali swój klasztor mianem Domus Ducalis Sancti Matthiae (dom książęcy św. Macieja). Miecz z kolei stanowił wyraz aktualnych starań i roszczeń o papieskie uznanie statusu zakonu rycerskiego, zarówno dla wrocławskiego klasztoru, jak i całego zakonu z główną siedzibą w Pradze. Status ten, zresztą w tym przypadku bezpodstawny, inspirowany niesprawdzoną tradycją, zapewniał szereg nowych, cennych przywilejów.

Największą frekwencję znaków z okresu klasztornego mamy na skrzydle północnym (ul. Grodzka), w intencji krzyżowców najbardziej reprezentacyjnym skrzydle, z dwiema okazałymi fasadami (szczytami) i tarasem z belwederem. Szczyty zwieńczono dwoma wielkimi, kutymi w żelazie, godłami zakonu (il. 3) najprawdopodobniej w okresie 1712-1715.

Elewacja północna ZNiO, ul. Grodzka. Źródło: polska-org.pl

 

 

Dzięki wysokiej lokalizacji są dobrze widoczne, zarówno dla obserwatorów będących w znacznej odległości od budynku, jak i dla patrzących na elewację z bliska. Mniej widoczne są natomiast dwa herby umieszczone w architekturze okien drugiej kondygnacji ściany północnej. Po stronie zachodniej (bliżej ul. Szewskiej) w tympanonie naczółka okna znajduje się na akantowym kartuszu herb zakonu w tzw. pełnym wystroju heraldycznym (il. 4), a więc na tarczy otoczonej liśćmi palmowymi, ukoronowanej i zwieńczonej klejnotem herbowym, którym jest popiersie patrona zakonu – św. Macieja z toporem (nimb na głowie apostoła w formie dysku). W tej części skrzydła udekorowanego herbem znajdowała się rezydencja mistrza klasztoru. Drugi równoległy herb umieszczono nad oknem w części wschodniej skrzydła (bliżej Zaułka), gdzie były ulokowane pokoje gościnne dla wielkiego mistrza z Pragi (il. 5). Znak ten składa się z tych samych elementów heraldycznych co poprzedni, ale z tym wyjątkiem, że tarcza podzielona jest na pół: lewe pole zawiera godło zakonu, prawe zaś godło herbowe – dwie złączone gałązki palmowe – prałata i mistrza klasztoru Michaela Josefa Fibigera, za którego rządów rozpoczęto budowę skrzydła północnego. Wyżej wymienione herby różnią się w detalach, np. zróżnicowane są korony wieńczące tarcze, oblicza św. Macieja są także niejednakowe, a tylko w herbie mistrza apostoł okryty jest płaszczem. Znak po stronie wschodniej cechuje ogólnie lepszy styl artystyczny, co pozwala przypuszczać, że ten herb wyszedł z ręki innego, zdolniejszego rzeźbiarza. Herby pochodzą z roku 1704 r. albo z okresu 1712-1715. Oba są barwione współcześnie.

Odbijającym dużo światła i przez to słabiej czytelnym elementem herbowym skrzydła północnego jest metalowy, pozłacany, obustronny herb zatknięty na iglicy latarni kopuły belwederu (il.6). Najlepiej oglądać go w porze pochmurnej.  Znak przedstawia pięciopolowy herb mistrza Ignaza Georga Magneta, który w 1715 roku zakończył barokową przebudowę klasztoru. Podwojony rodzinny herb Magneta, złożony z  konnego wizerunku św. Jerzego w walce ze smokiem oraz z wizerunku gór „magnetycznych”, został umieszczony na owalnej, skwadrowanej  tarczy. W centrum tarczy głównej znajduje się mała tarcza (tzw. sercowa) z godłem zakonu ukoronowanym mitrą książęcą. 5-polową tarczę otaczają labry, wieńczy ją biret prałata i mistrza oraz klejnot herbowy zakonu, czyli popiersie św. Macieja. Za tarczą położony jest miecz. Herb mistrza zawiera więc wszystkie elementy systemu heraldycznego wrocławskiego klasztoru: znaki zakonu, jego statusu (roszczeniowego) i jego mistrzów. Oprócz tego u dołu tarczy na wzór dewizy herbowej umieszczono wstęgę z napisem wymieniającym nazwiska mistrzów, którzy realizowali przedsięwzięcie przebudowy klasztoru (Neborak, Fibiger, Magnet). Tylko nazwisko Magneta zapisano wersalikami. Złocony herb, niezwykle kosztowny  dla klasztoru (500 srebrnych talarów) był jednym z punktów oskarżenia w procesie wytoczonym przez współbraci Magnetowi, którego współcześni określali mianem „pysznego prałata”, herbowi zaś nadali tytuł „insygnium próżnej chwały”.

Najkrótsza droga na dziedziniec Ossolineum prowadzi przez główną bramę, mieszczącą się przy ul. Szewskiej. Przechodząc z bramy na dziedziniec wychodzi się niemal na wprost studzienki, wykopanej w 1700 r. Studnia nakryta jest drewnianym, ozdobnym daszkiem zwieńczonym miedzianą kulą, na której osadzony jest żelazny, kuty krzyż z gwiazdą, czyli godło szpitalników (il. 7). Konstrukcję tę, w XIX wieku zmodernizowaną, postawiono w 1704 lub 1705 roku

Ostatnim akcentem w historii znaków klasztoru jest godło zakonne umieszczone poza głównych gmachem, na środku zachodniej ściany budynku nazywanego dziś potocznie „starą plebanią’ lub „nankierówką”. Bryła budynku powstała na fundamentach dawnego szpitala na użytek szkoły klasztornej w 1807 roku. Na pamiątkę przebudowy oraz dawnej funkcji szpitalnej budynku umieszczono w polu owalnym krzyż z gwiazdą (polichromia współczesna), rzymską datą 1807 oraz inicjałami S.M.H. (łac. Sancti Matthiae Hospitale) (il. 8).

Tym, co łączy wszystkie wyżej wymienione znaki, jest jednolity wizerunek krzyża łacińskiego z rozdwojonymi końcami ramion – rozdartymi w wąs, stosując terminologię polskiej heraldyki. Tę formę krzyża, którą nota bene nazywa się w heraldyce krzyżem kotwicowym, obrał klasztor wrocławskich szpitalników pod wpływem statutu wydanego przez wielkiego mistrza zakonu w 1670 r. Otóż nowy statut krzyżowców z gwiazdą pretendujących do statusu zakonu rycerskiego zmienił w herbie dotychczas funkcjonujący zwyczajowo krzyż prosty lub trójlistny na krzyż maltański, czyli na rycerski krzyż joannitów. Przyjętym wariantem krzyża maltańskiego był właśnie krzyż kotwicowy stosowany konsekwentnie przez wrocławskich szpitalników.

Bardziej zróżnicowaną chronologicznie pod względem znaków jest ściana południowa sąsiadująca z neobarokowym ogrodem. Umieszczone tu znaki tworzą symbolicznie związek religijno-kulturowy między klasztorem skasowanym w 1810 r. a przeniesionym tutaj rok później katolickim gimnazjum o jezuickim rodowodzie. Uczelnię z klasztorem łączył ten sam patron, lecz za nieoficjalny znak swej misji oświatowej i formacji intelektualnej szkoła przyjęła właśnie godło szpitalników. Fraza „Kreuz und Stern” stała się dewizą ideową tej placówki. Unaoczniają to znaki na elewacji południowej. Neobarokowy ryzalit tego skrzydła powstał w 1911 roku w wyniku zburzenia łącznika prowadzącego do budynku dzisiejszego duszpasterstwa „Maciejówka”. Po rozebraniu skrzydła łącznikowego ogród klasztorny zaadaptowano na boisko szkolne, a w ryzalicie utworzono wyjście ze szkoły na plac sportowy. Nad łukiem portalu (początkowo w zworniku archiwolty) wmurowano barokowy kartusz herbowy z herbem zakonu na tarczy tzw. włoskiej  – polichromia współczesna (il. 9).

Element ten, zastosowany wtórnie, pochodzi z czasów wielkiej barokowej przebudowy kompleksu klasztornego. Być może kartusz pochodzi z rozebranego skrzydła wschodniego lub z wieży bramnej św. Macieja (dzisiejszy obszar u wylotu ul. Szewskiej), której rozbiórkę przeprowadzono w 1864 r. – ze źródeł pisanych i ikonograficznych wiemy, że od strony południowej (i być może północnej) bramę dekorował kartusz z godłem szpitalników.

Wspomniany ryzalit z 1911 r. wieńczy fasada imitująca barokowe szczyty strony północnej. Zgodnie ze wzorem północnym zamontowano na szczycie nowy metalowy krzyż z gwiazdą (il. 10). Na iglicy krzyża zatknięto także  metalową chorągiewkę wiatrową z ażurową datą 1911 (il. 11). W 2002 roku przeprowadzono jej renowację, którą upamiętniono datą na wiatrowskazie. Chorągiewka z 1911 r. była wzorowana na nieistniejącym już wiatrowskazie z datą 1837, zainstalowanym na krzyżu fasady północnej. W ten oto sposób nowa forma skrzydła południowego została uzupełniona o znaki zgodne z historyczną całością, ale o nowej denotacji.

Elewacja południowa ZNiO. Ogród Barokowy. Fot. Grzegorz Polak

 

Lirycznym i mocno nostalgicznym przykładem nowej relacji znaku z desygnatem jest wiersz jednego z absolwentów gimnazjum św. Macieja, Wolfganga Schwarza (1916-2012), który niżej przytaczamy w oryginale:

Brücken am Ende
das Kreuz mit den Spitzen
nach den vier Winden
Stern auch
Morgenstern
Auferstehungsstern
Stern des Bundes
Immer wieder
kehren wir
Zum Unausgeschöpften
unserer ursprünglichen Zeichen
zurück

Tekst: Robert Forysiak-Wójciński

 

Opublikowano Aktualności | Możliwość komentowania Herby, godła i inne znaki w architekturze wrocławskiego Ossolineum. Cz. 1: Okres 1695-1945 została wyłączona