Archiwum autora: Dział Informacji

Ossolineum ma nowego dyrektora – komunikat Rady Kuratorów ZNiO

Dr Łukasz Kamiński, dyrektor Zakładu narodowego im. Ossolińskich

Rada Kuratorów Zakładu Narodowego im. Ossolińskich informuje, iż w związku z wyrażeniem zgody przez Wiceprezesa Rady Ministrów, Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego prof. dr hab. Piotra Glińskiego na powołanie Pana dra Łukasza Kamińskiegona stanowisko Dyrektora Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu (pismo nr DMP-WKiA.0101.2.2022.PW, z dnia 29. Lipca 2022 roku), weszła w życie uchwała Rady Kuratorów nr 6 z dnia 29.4.2022 roku w sprawie powołania Pana dra Łukasza Kamińskiego na funkcję Dyrektora Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu.

Z dniem 01 sierpnia 2022 roku Pan dr Łukasz Kamiński objął funkcję dyrektora Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu.

Prof. dr hab. Jerzy Duszyński
Przewodniczący  Rady Kuratorów

 

Opublikowano Aktualności | Możliwość komentowania Ossolineum ma nowego dyrektora – komunikat Rady Kuratorów ZNiO została wyłączona

Dział Gromadzenia poleca

Wojciech Rogacin, „Zełenski. Biografia”, Warszawa: „Wielka Litera”, 2022

„Jednak nawet ci, którzy spodziewali się wojny, nie mogli przewidzieć, że prezydent Zełenski stawi jej czoło w zupełnie niezwykły sposób. Że stanie się symbolem walki wolnego świata z imperium zła”.

Wiele osób zaczęło zadawać sobie pytanie: kim tak naprawdę jest ten człowiek? W nowej książce autorstwa Wojciecha Rogacina zapoznajemy się m.in. z dzieciństwem Zełenskiego, jego relacjami z rówieśnikami, karierą aktorską oraz jego drogą do prezydentury. Nie zabrakło również ciekawostek dotyczących jego życia prywatnego. Książka została wzbogacona archiwalnymi zdjęciami. Jest to z pewnością interesująca pozycja dla wielbicieli życiorysów znanych osób, a w obliczu dzisiejszych wydarzeń zbliża nas do przywódcy naszych wschodnich sąsiadów.

Biografia została wydana przez wydawnictwo Wielka Litera.

Opublikowano Aktualności | Możliwość komentowania Dział Gromadzenia poleca została wyłączona

Najwcześniejsze czasopisma powstańcze w zbiorach Ossolineum

W czasie powstania warszawskiego wydawano w stolicy 167 tytułów prasowych. Cześć z nich stanowiła kontynuację czasopism konspiracyjnych istniejących przed 1 sierpnia 1944 r., ale większość ukazała się po raz pierwszy już po rozpoczęciu powstańczego zrywu. Apogeum działalności wydawniczej przypadło na połowę sierpnia, kiedy wychodziło się jednocześnie 67 tytułów.

W zbiorach Ossolineum znajduje się ponad 50 tytułów prasy powstańczej. Z okazji rocznicy wybuchu powstania chcielibyśmy Państwu zaprezentować najwcześniejsze numery pochodzące z 2 sierpnia i informujące o przebiegu walk w pierwszej dobie powstania. Są to: „Biuletyn Informacyjny: wydanie codzienne”, R. 6, nr 35 (242) oraz „W Walce: gazetka ścienna batalionu im. Łukasińskiego”, nr 1. „Biuletyn Informacyjny” (sygn. Ossolineum 294.374 oraz 981.123) to jedno z najważniejszych czasopism konspiracyjne, organ Służby Zwycięstwu Polski, następnie Związku Walki Zbrojnej i Armii Krajowej. Wydawany od listopada 1939 r. jako tygodnik, w okresie powstania wychodził codziennie z zachowaniem dotychczasowej numeracji. Drugie z prezentowanych czasopism – „W Walce: gazetka ścienna batalionu im. Łukasińskiego” – powstało już po wybuchu powstania. Między 2 a 31 sierpnia 1944 r. ukazało się 38 numerów – wszystkie znajdują się w zbiorach Ossolineum (sygn. 293.027).

Opublikowano Aktualności | Możliwość komentowania Najwcześniejsze czasopisma powstańcze w zbiorach Ossolineum została wyłączona

Zapowiedź wystawy poświęconej Marii Konopnickiej

Zapraszamy na wystawę

Już 1 sierpnia na dziedzińcu wewnętrznym Ossolineum pojawi się nowa wystawa plenerowa poświęcona jednej z literackich patronek tego roku, czyli Marii Konopnickiej. Jej otwarciu towarzyszyć będzie pokaz wybranych tekstów tej autorki w Refektarzu oraz wykład pt. Od Teki Grottgera po Italię. Malarstwo w poezji Marii Konopnickiej przygotowany i zaprezentowany przez dr hab. Justynę Bajdę z Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego.

Na wykład oraz prezentację książek zapraszamy w poniedziałek, 1 sierpnia, o godzinie 13.00, natomiast wystawa planszowa dostępna będzie dla zwiedzających przez najbliższy miesiąc.

Serdecznie zapraszamy!

Opublikowano Aktualności | Możliwość komentowania Zapowiedź wystawy poświęconej Marii Konopnickiej została wyłączona

Popularyzacja nauki w latach 30. XX w. w Polsce – czasopismo „Chcę poznać wszystko”

Od zarania dziejów nauka i poznawanie świata zajmuje ważne miejsce w życiu człowieka. Jeszcze w XIX wieku osiągnięcia naukowe były zarezerwowane dla klasy wyższej. Jednak na fali rewolucji przemysłowej, większej migracji ludności oraz zwiększonego dostępu do edukacji, informacje o rozwoju nauki stały się bardziej powszechne, głównie wśród mieszkańców miast. Był to trend ogólnoświatowy, który nie ominął Polski międzywojennej. W 1928 roku ukazał się pierwszy numer czasopisma „Chcę poznać wszystko: dwutygodnik popularno-naukowy” pod redakcją Adolfa Rząśnickiego, którego zadaniem miało być popularyzowanie nauki w przystępny sposób. Rząśnicki był lekarzem, zoologiem oraz działaczem społecznym związanym z PPS. Współpracował z lewicowymi tygodnikami oraz z „Gazetą Lekarską”, w której publikował prace z zakresu medycyny. Największym dziełem wydanym pod jego redakcją była „Nowoczesna encyklopedia zdrowia” (1937-1939).

Celem Rząśnickiego było dotarcie do jak największej liczby czytelników, dlatego na łamach „Chcę poznać wszystko” pojawiają się artkuły z różnych dziedzin – nauk ścisłych, nauk społecznych i humanistycznych oraz poruszane są tematy ówcześnie popularne wśród społeczeństwa (za przykład może posłużyć zainteresowanie spirytyzmem i okultyzmem, o którym można przeczytać w numerze 3 z dnia 22 lutego 1930 r.). Twórcami tekstów byli znani polskiej nauce badacze, tacy jak: biolog Jan Dembowski, prekursor polskiej socjologii Ludwik Krzywicki, czy działacz emigracyjny Michał Pankiewicz. Na łamach dwutygodnika można również przeczytać m.in. wiersze Kazimierza Przerwy-Tetmajera, fragmenty powieści hiszpańskiego pisarza Blasco Ibaneza czy pisarza Stefana Żeromskiego.

„Chcę poznać wszystko” stanowi ciekawy przykład czasopism popularno-naukowych, ponieważ nie skupia się tylko na jednej dziedzinie tematycznej. Pomimo prostoty przekazu i luźnego języka artykuły charakteryzują się niezwykłą przenikliwością jak i krytycyzmem. Czasopismo przestało się ukazywać w 1931 roku, po wydaniu 14 numerów.

Serdecznie zapraszamy do zapoznania się z „Chcę poznać wszystko” w naszej Czytelni Czasopism przy ul. Sołtysowickiej, aby samemu przekonać się o wartości tego dwutygodnika. (sygnatura zbiorów 291.368).

Opublikowano Aktualności | Możliwość komentowania Popularyzacja nauki w latach 30. XX w. w Polsce – czasopismo „Chcę poznać wszystko” została wyłączona

„Zmierzch epoki tytoniu” – wystawa czynna już tylko do końca miesiąca

Od połowy maja na korytarzach Ossolineum wyczuwalny jest aromat tabaki i tytoniu. Kiedy za nim podążymy, trafimy prosto na wystawę „Zmierzch epoki tytoniu”. A tam – w pięknych Salach Pod Kopułą, można obejrzeć niemal 1000 obiektów z całego świata – najciekawszych i najcenniejszych eksponatów ze zbiorów miłośnika i kolekcjonera fajek, wrocławskiego artysty plastyka Marka Stanielewicza.

Fajki, tabakierki i akcesoria tytoniowe, pochodzące z całego świata, zachwycają kunsztem wykonania i zapraszają do podróży w czasie i przestrzeni. A wśród eksponatów bez trudu uda się znaleźć również fajkę samego Adama Mickiewicza.

To już ostatnie chwile, żeby podziwiać tę imponującą kolekcję. Wystawa jest czynna jeszcze tylko przez kilka dni.

Zapraszamy do niedzieli, 31.07. 2022 r., w godzinach 10.00 – 18.00.

Muzeum Książąt Lubomirskich w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich
ul. Szewska 37
Wrocław

Opublikowano Aktualności | Możliwość komentowania „Zmierzch epoki tytoniu” – wystawa czynna już tylko do końca miesiąca została wyłączona

Herby, godła i inne znaki w architekturze wrocławskiego Ossolineum. Cz. 2

Okres po 1945. Rozdz. 1

W pierwszej części tematu, opublikowanej w zeszłym miesiącu, zaprezentowaliśmy naszym czytelnikom znaki występujące w zewnętrznej architekturze Ossolineum, a odnoszące się do okresu historycznego, najpierw związanego z miejscową działalnością zakonu szpitalników –krzyżowców z czerwoną gwiazdą od czasu wielkiej barokowej przebudowy klasztoru (1695-1810), a potem związanego z funkcjonowaniem katolickiego gimnazjum Św. Macieja (1811-1945). Drugą część przeglądu poświęcamy znakom współczesnym naszej instytucji, które w swej formie podtrzymują historyczne znaki Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie (1817-1939). Inna będzie zastosowana metoda chronologiczna w tej prezentacji. Zamiast przedstawiać znaki według kolejności powstawania ich we Wrocławiu, wybieramy historyczną kolejność ich analogii z czasów funkcjonowania Zakładu we Lwowie.

Główny portal wejściowy Ossolineum znajduje się po zachodniej stronie budynku przy ul. Szewskiej (il. 1). Portal pochodzi z okresu baroku (1695 r.), natomiast wielkie dębowe drzwi z herbami są współczesne. Autorem projektu bramy był dr Jan Żelbromski z Wrocławia, wykonanie zaś herbów na drzwiach należało do wrocławskiego snycerza Leszka Czekanowskiego. Całość została oddana do użytku pod koniec 2004 roku. Drzwi ukazują herby arystokratyczne Ossolińskich i Lubomirskich, fundatorów Zakładu – hrabiego Józefa Maksymiliana Ossolińskiego (Biblioteka w 1817 r.) i księcia Henryka Lubomirskiego (Muzeum w 1823 r.). Na lewym skrzydle umieszczony jest hrabiowski herb Ossolińskiego (il. 2). Nadanie herbu hrabiowskiego rodzinie Ossolińskich pochodzi z 1785 r. i wyszło z rąk cesarza austriackiego (właśc. I Rzeszy). Dokument nadania zawierającego barwny wizerunek znaku przechowuje Dział Rękopisów ZNiO (il. 3). Oczywiście herb wyrzeźbiony w drewnie jest bezbarwny, natomiast podstawowe barwy herbowe oznaczone są za pomocą szrafowania, czyli znakowania kreskowego lub kropkowego oddającego kolory heraldyczne według powszechnie przyjętego w XVII w. systemu. Prezentowany herb jest 5-polowy składający się z 4-polowej, skwadrowanej tarczy głównej i małej tarczy sercowej na środku. Tarcza główna z bocznymi górnymi wolutami jest tarczą typu polskiego, tarcza sercowa zaś jest typu hiszpańskiego (późnogotyckiego). Pole nr 1 i 3 zawiera herb Topór, znak rodowy rodziny Ossolińskich. Barwą tych pól jest czerwień oznaczona pionowymi kreskami. Pola nr 2 i 4 są z kolei dodatkowo podzielone pionowo na pół (w tzw. słup). Każde z podzielonych pół zawiera połuorła (połowa orła w słup). Nie należy tego wizerunku mylić z dwugłowym orłem, np. takim jak w herbie I Rzeszy. W tym elemencie zastosowano zasadę alternacji barw. Lewa połowa pola jest czerwona a godło białe (srebrne –  jest to tzw. metal, który w grafice jest biały, a w szrafowaniu nie ma oznaczeń)  –  w prawym polu układ barw jest odwrotny. Na tarczy sercowej o barwie błękitnej (kreski poziome) widnieje lew w koronie trzymający w prawej łapie Topór. Lew jest złoty-żółty (kropkowanie). Barwy herbu Ossolińskich są zatem powiązane z barwami herbu Galicji i barwami narodowymi. Kontynuując opis przechodzimy do kolejnych elementów heraldycznych. Nad tarczą główną położona jest korona rangowa hrabiowska – 9 pałkowa z perłami. Jest to niemiecki typ korony hrabiowskiej. Koronę wieńczy hełm rycerski prętowy en face z labrami akantowymi po bokach. Na obojczyku hełmu wisi naszyjnik, ale bez medalionu. Hełm wieńczy korona szlachecka o trzech fleuronach, a w koronie widnieje tzw. klejnot herbowy – w tym przypadku powtórzone godło tarczy sercowej, czyli lew z Toporem. Jak widać, herb hrabiów Ossolińskich był złożonym znakiem w przeciwieństwie do rodziny Lubomirskich, która posługiwała się znakiem rodowym w różnych odmianach, ale bez łączenia go z innymi herbami. Jak jest zbudowany ten książęcy herb (il. 4)? Zacznijmy od wskazania tarczy o typie francuskim, o barwie czerwonej (kreskowanie pionowe). Na tarczy leży znak  nazwany w heraldyce krzywaśnią, dawniej po prostu rzeką. Jest to herb Szreniawa w odmianie bez krzyża, to znaczy, że na górnej części krzywaśni nie ma zaćwieczonego małego krzyżyka. Do dziś istnieją wątpliwości, czy aby nie mamy do czynienia u Lubomirskich z herbem Drużyna, który przedstawia właśnie samą krzywaśń, ale tak naprawdę kwestię rozwiązało już dawno znakomite studium Władysława Semkowicza na ten temat (1900 r.), które zwalnia od dywagacji. Powróćmy do herbu bramnego. Tarczę herbową wieńczy ukoronowany herb rycerski prętowy, takiż sam jak w herbie Ossolińskich. Różnica jest w labrach, w tym przypadku nie tak bujnych, a bardziej podłużnych i wijących się wężowato. Tym razem na obojczyku hełmu wisi medalion rycerski, przy czym przyjął on formę tarczki (inwencja projektanta?). Przejdźmy do opisu tzw. klejnotu rycerskiego, który zdobi hełm. W przeciwieństwie do Ossolińskich klejnot Lubomirskich nie był tautologiczny, czyli powtarzający godło z herbu, ale należał do typu klejnotów związanych z obyczajem rycerskim. Ten niniejszy przedstawia główkę lwa en face między dwoma rogami tura. Turze rogi zdobione są dzwoneczkami (po cztery), przy czym w średniowieczu elementy te identyfikowano jako jabłka. Rodowy znak Lubomirskich w swym pełnym wystroju heraldycznym położony jest na płaszczu książęcym, który jest podbity futrem gronostajowym. Płaszcz wieńczy korona rangowa książęca (mitra). Herb ten wraz z tytułem książęcym cesarz Austrii potwierdził Lubomirskim w 1786 r. W  pełnej postaci herb książąt Lubomirskich zawiera jeszcze pod tarczą główną wstęgę z łacińską dewizą „PATRIAM-VERSUS”, czyli „ku ojczyźnie”. Sam książę Henryk wolał posługiwać się osobistą łac. dewizą (np. na swych ekslibrisach): „NIL CONSCIRE SIBI”, co wolnym tłumaczeniu znaczy „mieć czyste sumienie”.

Ossolineum od początku swego istnienia na znak – mówiąc językiem współczesnych pojęć –   swej tożsamości i identyfikacji wizualnej przyjęło herby swych dwóch fundatorów. Już w niezrealizowanym akcie fundacyjnym Ossolineum w Tarnowie w 1809 r. hrabia Józef Maksymilian kazał dać zapis, żeby kurator Biblioteki używał na pieczęci obok swego herbu znaku domu hrabiów Ossolińskich. Tak też uczynił książę Henryk Lubomirski na swej kuratorskiej pieczęci, znanej z odcisku z 1826 r.  Pieczęć kuratorska posłużyła za wzór dla pieczęci Zakładu za jej pierwszego dyrektora ks. Franciszka Siarczyńskiego w 1828 r. Zakład wciąż posiada ten tłok w swych zbiorach (il. 6). Pieczęcie są niemal bliźniacze, a różnią się tylko napisem odnoszącym się do dysponenta pieczęci. Na obu barwy herbowe są również oznaczone szrafowaniem. Jak widać na pieczęciach, herby te w przeciwieństwie do współczesnych na drzwiach są złączone ze sobą na jednej szerokiej tarczy, a godło Szreniawa sięga krawędzi pola tarczy. Po śmierci księcia kuratora Henryka Lubomirskiego (1850 r.) wycofano jego pieczęć, odtąd zaś pierwszą pieczęć Ossolineum  określano jako kuratorską. Na kolejnych pieczęciach Zakładu z czasów Konstantego Słotwińskiego i Adama Kłodzińskiego kolejność złączonych herbów była odwrotna, a takaż sama jak na współczesnych drzwiach wrocławskiego gmachu. Z punktu widzenia heraldyki taka kolejność nie była poprawna, gdyż zaburzała rangę właścicieli herbów – pierwszeństwo przysługiwało wyższemu, a więc książęcemu tytułowi. Z drugiej strony pierwszym i najważniejszym fundatorem był Ossoliński, który jednak, jak już wspomniano, pokornie prosił w 1809, by „obok” herbu kuratora kładziono herb Ossolińskich. Za raczej dziwny sposób rozwiązania tego dylematu tzw. precedencji można uznać układ herbów na wymienionej wyżej pieczęci, układ zaprojektowany przez dyrektora Konstantego Słotwińskiego (il. 7). Tutaj wprawdzie herb Topór Ossolińskich był pierwszy, ale wspólna dla herbów tarcza została nakryta koroną książęcą. Zastosowano więc konwencję przeznaczoną dla małżeństw dynastycznych czy szlacheckich, na domiar Słotwiński powiększył układ herbów o własny znak rodowy Leliwa (!). Za Kłodzińskiego przywrócono dwuherbowy znak, z zachowaniem pierwszeństwa dla herbu Ossolińskich. Takiż też znak umieszczono na papierze firmowym Zakładu (il. 8). W tym przypadku herby przyjęły tzw. formę ukłonu heraldycznego, przy czym formę niedopełnioną, gdyż godło Topór należało zwrócić ostrzem w stronę godła Szreniawy. Za czasów kuratorii literackiej Maurycego Dzieduszyckiego i wice-dyrektury Augusta Bielowskiego Zakład zaczął szukać innych wariantów heraldycznych oraz innych opcji wizerunku. Najpierw zamówiono pieczęć w 1860 r. do wyciskania na sucho na oznaczanie papieru firmowego, a na tej pieczęci nazwa Zakładu była zwieńczona wyłącznie klejnotem herbowym hrabiów Ossolińskich. Wkrótce zaczęto drukować w całości nowy papier listowy, tym razem z winietą przedstawiającą wizerunek całego gmachu ZNiO od frontu (il. 9). Ale nie była to raczej konkurencyjna opcja w czasach panowania monarchii legitymujących system herbowy jako podstawowy system znaków identyfikacji i tożsamości wizualnej. Za urzędu dyrektora Wojciecha Kętrzyńskiego (najprawdopodobniej) powrócono do herbów na papierze firmowym, znajdując jeszcze inne rozwiązanie dylematu precedencji herbów. Otóż zrezygnowano ze wspólnej tarczy dla herbów i zachowano pierwszeństwo znaku rodowego Ossolińskich, ale oba herby umieszczono na płaszczu monarszym zwieńczonym koroną książęcą. Wprawdzie tarcz nie nachylono względem siebie, ale przypomniano sobie o ogólnej zasadzie zwrócenia godeł do siebie, dlatego Topór skierowany został w prawo. Kolejne wzory papieru firmowego, jak i winiety w książkach wydawanych przez wydawnictwo Ossolineum, noszą herby w tej postaci, czasem z dolną dewizą łacińską na wstędze „LITTERIS ET ARTIBUS” (il. 10). Co bardzo ważne, w takiej formie wystroju heraldycznego herby umieszczono w tympanonie frontu budynku, przenosząc na dół nazwę ZNiO, uprzednio zajmującą pole tympanonu. Na przełomie XIX/XX wieku Zakład wprowadził nową winietę na książki i na papier listowy, będącą wyrazem dążenia, by wizerunek gmachu, kosztem złożonego znaku herbowego, stanowił część znaku Zakładu (il. 11). Za dyrektury Ludwika Bernackiego (najprawdopodobniej) zamówiono nową pieczęć dla ZNiO, w której powrócono do układu herbów (zredukowanych tylko do elementów herbów rodowych) z początku funkcjonowania Zakładu (il 12). Popełniono przy tym poważny błąd heraldyczny, gdyż godło Topór skierowano w prawo, jakby w ukłonie względem nieistniejącego herbu. Być może błąd leżał po stronie rytownika pieczęci, który dostał właściwy projekt, ale pomylił stronę negatywową z pozytywową (historia pieczęci i herbów jest pełna takich przypadków), niemniej ZNiO pieczęć tę wprowadziło do użytku.

 

Herby Ossolińskich i Lubomirskich pozostały oficjalnym znakiem ZNiO do końca jego urzędowego trwania we Lwowie. Stanowiły one również znak, że Zakład, choć w nazwie narodowy, jest nadal prywatną fundacją magnacką opartą na ordynacji. Same herby jako dawne zjawisko feudalne zaczęły powoli nabierać waloru historycznego, tym bardziej że Konstytucja Marcowa z 1921 r. zniosła przywileje stanowe i pozbawiła herby oparcia prawnego. W tych okolicznościach pojawił się nowy znak w 1924 r., początkowo stanowiący sygnet wydawniczy Wydawnictwa Ossolineum, które w okresie międzywojennym przyjęło formę spółki. Znak ten dziś powszechnie kojarzony z Ossolineum, a przedstawiający front książnicy Ossolineum (front dawnego kościoła św. Agnieszki we Lwowie), będzie przedmiotem treści drugiego rozdziału drugiej części poświęconej herbom, godłom i innym znakom w architekturze Ossolineum. W niniejszym kontekście sygnalizujemy już jego wątek, gdyż już w latach 30. XX wieku ten znak wydawniczy zaczął z wolna być identyfikowany z całym Ossolineum. Za najważniejsze czynniki tego zjawiska należy uznać, po pierwsze, uzyskanie przez Ossolineum monopolu na drukowanie książek polskich noblistów (Sienkiewicza i Reymonta), a po drugie, przejęcie wydawniczej serii pt. Biblioteka Narodowa. Książki trafiające pod przysłowiowe strzechy stały się doskonałymi nośnikami znaku wydawniczego Ossolineum na całą Polskę. Wyrazem tego procesu była korespondencja z 1937 r. między kierownikiem Muzeum Ks. Lubomirskich Mieczysławem Gębarowiczem a artystą-grafikiem Stanisławem Ostoją-Chrostowskim, która zawierała szkicowe propozycje nowego znaku dla Ossolineum. Jedna wersja opierała się na godle Topór, druga już na wizerunku fasady Ossolineum. II wojna światowa przerwała ten proces, nowe warunki społeczno-polityczne zaś po 1945 r. nie pozwalały już na przywrócenie arystokratycznych znaków – nawet na przymiotnik „narodowy” zabrakło miejsca w nazwie ZNiO w okresie 1953-1957.

Tekst: Robert Forysiak-Wójciński (Dział Numizmatyczny)

Opublikowano Aktualności | Możliwość komentowania Herby, godła i inne znaki w architekturze wrocławskiego Ossolineum. Cz. 2 została wyłączona

Brugia – „Perła Flandrii”

Dnia 27 lipca przypada rocznica uzyskania praw miejskich przez Brugię, uznawaną za „Perłę Flandrii”, przez stulecia pełniącą rolę wielkiego ośrodka sztuki, rzemiosła i handlu w Europie północno-zachodniej.

Początki miasta sięgają czasów antycznych, najstarsze odkryte przez archeologów budowle (fortyfikacje) pochodzą z okresu podboju rzymskiego (I w. p.n.e. ). Ośrodek handlowy działał tam już w okresie panowania Franków oraz później, gdy hrabia Flandrii, Baldwin Żelazne Ramię (IX w.) nakazał budowę kamiennych umocnień, chroniących osadę przed najazdami Wikingów. Nazwa miasta – flamandzka Brugge i walońska Bruges – wywodzi się zapewne od skandynawskiego określenia Bryggen, dosłownie „mosty”,  a w istocie faktoria handlowa lub nadbrzeże kupieckie.  W roku 1089 Brugia została stolicą Hrabstwa Flandrii, którego władcy rozsądnie wspierali lokalny handel i rzemiosło. Służyć temu miało właśnie nadanie miastu szczególnych przywilejów, potocznie określanych jako „prawa miejskie”. Brugia otrzymała takie właśnie swobody w roku 1128. Przychylnej polityce hrabiów Flandrii sprzyjała także natura: w roku 1134 gwałtowny sztorm utworzył nową, żeglowną drogę wodną prowadzącą do Morza Północnego. Wraz z systemem kanałów sztucznych, dziełem pracy pokoleń Brugijczyków, powstały świetne warunki dla rozwoju tak portu, jak i lokalnej działalności handlowej i rzemieślniczej. Bogacący się mieszczanie zapewniali z czasem mecenat dla lokalnych artystów. Tak więc Brugia stała się kolebką malarstwa flamandzkiego, które reprezentowali mistrzowie tacy, jak Jan van Eyck, Hugo van der Goes czy Hans Memling.

W wieku XVI i stuleciach późniejszych prymat Brugii jako stolicy ekonomicznej i artystycznej Flandrii osłabł, lecz miasto do dziś szczyci się wspaniałą starówką, wpisaną na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Opublikowano Aktualności | Możliwość komentowania Brugia – „Perła Flandrii” została wyłączona

Józef Ignacy Kraszewski

Z okazji przypadającej na dzień 28 lipca 210 rocznicy urodzin jednego z najbardziej płodnych pisarzy polskich okresu romantyzmu – Józefa Ignacego Kraszewskiego (1812-1887) – chcielibyśmy przypomnieć jego dokonania literackie prezentując niektóre z jego najbardziej znanych i cenionych dzieł, znajdujące się w zbiorze cymeliów Biblioteki Ossolińskiej. Egzemplarze prezentowanych dzieł ze względu na swoją szczególną wartość ( nie tylko materialną) są sporadycznie prezentowane publicznie a co za tym idzie pokazywane jedynie przy okazji wystaw bądź podczas wykładów prowadzonych przez pracowników Zakładu Narodowego im. Ossolińskich.

Pisarz przyszedł na świat w Warszawie, natomiast wychowywał się w Romanowie pod czujną opieką dziadków Anny Zofii i Błażeja Malskich oraz prababki Konstancji Nowomiejskiej. W 1829 roku podjął studia na Uniwersytecie Wileńskim, początkowo na wydziale lekarskim, z którego jednak przeniósł się na literaturę. Pierwsze jego dzieła literackie pod pseudonimem Kleofasa Fakunda Pasternaka wydane były w petersburskim “Bałamucie” i wileńskim “Noworoczniku Litewskim”.

Twórczość Kraszewskiego można podzielić na trzy główne okresy działalności publicystyczno-poetycko-literackiej: tzw. okres młodzieńczy (1830-1838), okres wołyńsko-warszawski (1838-1863) i okres drezdeński (od 1863).

Podsumowaniem jego działalności na polu dziennikarskim niech będzie liczba około tysiąca artykułów zamieszczonych w czasopismach polskich i zagranicznych;  m.in. redagowanie wileńskiego “Athenaueum” (1841-1851 r.); współpraca z “Tygodnikiem Petersburskim” (od 1837 r.) i “Gazetą Warszawską” (od 1851); a po przeniesieniu się do Warszawy w 1851 r. – redagowanie “Gazety Codziennej” Leopolda Kronenberga (1859 r.), przyczyniając się tym samym do kilkunastokrotnego wzrostu ilości jej  prenumeratorów.

Od 1873 r. Kraszewski poświęcił się wyłącznie pracy literackiej. Bibliografia jego spuścizny liczy ponad 340 powieści i opowiadań (Estreicher oblicza jego twórczość na 600 tomów, 7500 arkuszy druku i 115 000 stron ), kilkanaście utworów scenicznych i podobną ilość prac przekładowych ( łacina, j. angielski, j. francuski, j. niemiecki, j.włoski) oraz ponad 20 prac z dziedziny historii, kultury i archeologii.

Ogółowi czytelników jednak najbardziej znany jest ze swojej działalności powieściopisarskiej,  w ciągu 57 lat napisał ich 232, w tym 144 powieści społeczne, obyczajowe i ludowe, 88 historycznych – z których 29 to cykl powieściowy od “Starej baśni” do “Saskich ostatków”, obejmujący dzieje narodu polskiego od jego początków aż aż do XVIII wieku; spod jego pióra wyszło również sto kilkadziesiąt powieści współczesnych.

Działalność Kraszewskiego nie ograniczała się jedynie do literatury i poezji, był również autorem około tysiąca rysunków i kilkudziesięciu obrazów. Prowadził liczne, historyczne badania źródłowe owocujące później wydaniem 4 tomowej historii Wilna. Został jednym ze współautorów Encyklopedii Orgelbrandta. Był jednym z założycieli Macierzy Polskiej.

Pierwsze kompleksowe zestawienia tytułów utworów J.I.Kraszewskiego związane z jubileuszem 50-lecia twórczości pisarza w 1879 r. Bibliografię chronologiczną wydali wówczas przyjaciele pisarza : Szczepan Bohdanowicz, Wawrzyniec hr. Engeström i Aleksander Nowolecki. Natomiast bibliografię w układzie alfabetycznym ówczesny bibliotekarz Biblioteki Jagiellońskiej Karol Estreicher. W dniach jubileuszu różne dzienniki codzienne i tygodniowe podawały wykazy utworów Kraszewskiego, często dodając do nich uwagę, iż “ w dziejach literatur wszystkich czasów, chyba tylko Lope de Vega i Aleksander Dumas ojciec posiadają twórczość obfitszą, ale i oni nie napisali więcej, bo Kraszewski po pierwsze pisał zawsze sam, a po drugie obok utworów literackich pisał dzieła treści naukowej, prace publicystyczne, artykuły do czasopism, wreszcie korespondencje”. NIe sposób zatem odmówić autorowi określenia “Tytana Pracy”.

Pisarz zmarł w Genewie a jego prochy złożone zostały w krypcie zasłużonych na Skałce w Krakowie.

Opracowała: Żaklina Szynkiewicz (Dział Przechowywania i Udostępniania Nowych Druków Zwartych)

 

Opublikowano Aktualności | Możliwość komentowania Józef Ignacy Kraszewski została wyłączona

Wymiary sacrum

Album Andrzeja Ziółkowskiego

Album Andrzeja Ziółkowskiego „The inward moment – człowiek wobec sacrum” bez wątpienia nazwać można dziełem wielkim i nie przede wszystkim z uwagi na jego format (34 x 25 cm), a ze względu na głębię zawartego w nim przesłania, które jest wyrażane zasadniczo poprzez obraz. Na 150 fotografiach, zrobionych w 30 krajach Azji, widzimy ludzi (pojedyncze osoby, grupy, niekiedy tłumy) modlących się, medytujących, skupionych w sobie. Konteksty tych stanów, towarzysząca im sceneria, „rekwizyty” są bardzo różne, bo widzimy  przedstawicieli różnych religii: hinduizmu, buddyzmu, taoizmu, sikhizmu, islamu, judaizmu i chrześcijaństwa.

O znaczeniu i wartości albumu świadczą także osoby autorów przedmów do niego: duchowy przywódca Tybetańczyków – XIV Dalajlama, sekretarz Papieskiej Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego – Indunil J. Kodithuwakku, benedyktyński mnich, propagator dialogu chrześcijańsko – hinduistycznego  – Bede Griffiths, pisarka, noblistka – Olga Tokarczuk. Ich wypowiedzi, podobnie jak i zdjęcia, można traktować jako zachętę do refleksji o miejscu religii w dzisiejszym świecie, o duchowej sytuacji współczesnego człowieka.

Dalajlama zwraca uwagę, że album Andrzeja Ziółkowskiego służyć może temu, co i dla niego jest jednym z podstawowych zadań życiowych – a mianowicie szerzeniu idei harmonii między religiami.

Podobnie Indunil J. Kodithuwakku – mówi o potrzebie dialogu międzyreligijnego, którego elementem składowym winno być, jego zdaniem, pogłębione zrozumienie i wzajemne poszanowanie  pomiędzy religiami.

Najbardziej obszerny jest tekst Bede Griffitsa. To wstęp do jego fundamentalnej pracy „Wieczysta mądrość religii świata” (Universal Wisdom). Prezentując największe światowe religie,  śledząc ich genezy, analizując podobieństwa i różnice, formułuje następujący postulat: „Jedną z największych potrzeb ludzkości jest więc obecnie wyjście poza ograniczenia kulturowe wielkich religii i znalezienie mądrości czy filozofii, które pogodzą różnice i odsłonią jedność leżącą u podstaw ich różnorodności. Zwykło nazywać się to „filozofią wieczystą” (ang. perennial philosophy), odwieczną mądrością, która ujawnia się w każdej religii w specyficzny dla każdej z nich sposób.”

W tym wielogłosie nieco inaczej brzmią słowa Olgi Tokarczuk. O religiach, uogólniająco, pisze ona: „Dodają nam otuchy w trudnych czasach i prowadzą za rękę w chwilach załamania. Inspirują twórców do genialnych dzieł sztuki i tworzą opowieści, na których wspierają się całe stulecia”.  Dalej dodaje: „Potrafią także rzucić przeciwko sobie na wojenne pola setki tysięcy ludzi i stosować okrutną przemoc wobec jednostek. Budują wymyślne systemy segregacji i wykluczeń, nie są im obce złowrogie hierarchie, które pozwalają dzielić ludzi na lepszych i gorszych. Wchodzą w alianse z dyktatorami i biznesem. Mają zapędy imperialne”.

Andrzej Ziółkowski skupia się na wymiarze jednostkowym przeżycia religijnego,  zdaje się go interesować przede wszystkim pojedynczy człowiek i jego relacja z sacrum. Wskazuje na to także tytuł albumu „The inward moment” – „wewnętrzny moment”. Autor nie zajmuje się instytucjonalnym wymiarem religii. (W takim kontekście, jak się wydaje, można by rozpatrywać te negatywne zjawiska, o których mówi Olga Tokarczuk.) Ziółkowski zdaje się podzielać przekonanie Bede Griffitsa  o wspólnym źródle różnych religii. One jednak różnią się między sobą, bo kształtowały się w różnych uwarunkowaniach historycznych, kulturowych, geograficznych, politycznych.

Na  zdjęciach Andrzeja Ziółkowskiego widzimy wielką różnorodność i bogactwo – rytuałów, rekwizytów, zachowań, ubiorów itd. Te równoczesne genetyczne podobieństwa i, wieloaspektowo uwarunkowane, różnice skłaniają ku przeświadczeniu, że każdą z religii należy postrzegać w jej „własnym układzie odniesienia”. Patrząc z takiej perspektywy, nie znajdujemy podstaw do twierdzenia, ze że któraś jest „lepsza” od innych, „prawdziwsza”. W każdej z nich człowiek może znaleźć przestrzeń dla swojego „wewnętrznego sacrum”.

To oczywiście nie jedyna refleksja, ku jakiej skłonić może album „The inward moment – człowiek wobec sacrum”. Myślę, że każda  z oglądających go osób znajdzie swój własny sposób odczytania tego zbioru świetnych, także pod względem artystycznym, zdjęć.

Tekst: Jan Górecki (Dział Opracowania)

 

 

 

Opublikowano Aktualności | Możliwość komentowania Wymiary sacrum została wyłączona