Dzień Ossolińczyka – historia pewnego portretu

Jak co roku 4 czerwca obchodzimy Dzień Ossolińczyka. Data tego święta nie została wybrana przypadkowo. Tego dnia w 1817 roku cesarz Austrii Franciszek I Habsburg zatwierdził Ustanowienie familijne Biblioteki Publicznej pod imieniem Ossolińskich we Lwowie, dokument założycielski Zakładu. Z okazji kolejnej rocznicy warto może  przypomnieć mało znaną historię portretu cesarskiego patrona, którego podpis przypieczętował powstanie Ossolineum.

Muzeum Lubomirskich, galeria obrazów. Fot. Zofia i Rudolf Huberowie? przed 1911? Wrocław, Muzeum Książąt Lubomirskich w ZNiO, nr inw. I.f. 2837

Dla narodowej instytucji obdarowanie przez Wiedeń portretem panującego władcy stanowiło przywilej, było widomą oznaką cesarskiej przychylności i protekcji, stąd też starania Henryka Lubomirskiego, aby taki wizerunek uzyskać.   Począwszy od 1828 roku kurator kilkakrotnie zwracał się w tej sprawie do Wydziału Stanowego z prośbą o wstawiennictwo u dworu. Odpowiedź kancelarii cesarskiej na wysłane pisma  brzmiała, że Najjaśniejszy Pan raczy rozważyć postulat, gdy „Stany Galicyjskie na Sejmie zebrane tej łaski dopraszać się będą”. W 1834 Stany istotnie  „dopraszały się łaski”, jednak otrzymały odpowiedź, że działający dopiero od niedawna Zakład jeszcze nie mógł złożyć dowodów swojej publicznej użyteczności, stąd też przywilej nagrodzenia wizerunkiem władcy mu nie przysługuje. Zważywszy, że w kwietniu 1834 władze wykryły, że w ossolińskiej drukarni tłoczone są pisma objęte cenzurą, odmowny argument można nazwać wzorem dyplomacji.

Po odmowie Wiednia Henryk Lubomirski i Gwalbert Pawlikowski w 1837 roku ofiarowali do Zakładu oleodrukowe przedstawienia cesarzy Franciszka I, jego następcy Ferdynanda I oraz Marii Anny sabaudzkiej, żony drugiego z nich, jednak było to rozwiązanie niesatysfakcjonujące, stąd też z początkiem 1842 roku wicekurator Pawlikowski i dyrektor Adam Kłodziński ustalili, że skoro szans na otrzymanie z Wiednia portretu Franciszka I nie ma, należy zlecić czynnemu malarzowi wykonanie kopii któregoś z reprezentacyjnych wizerunków zmarłego w 1835 władcy. Wybór padł na portret autorstwa Leopolda Kupelwiesera, a na wykonawcę kopii wybrany został Jan Tysiewicz (wł. Władysław Niewiarowicz; 1814 lub 1815 – 1891), artysta, którego studia malarskie w Wiedniu sponsorowali obywatele Galicji, przekazujący pieniądze na ręce dyrektora Kłodzińskiego.

Wybór był trafny – Tysiewicz okazał się wyjątkowo biegłym kopistą. Zmodyfikował też pierwotną koncepcję, proponując połączenie dwóch wizerunków. „Mam dwa portrety pod ręką, Amerlinga i Kupelwiesera – pisał w liście do Pawlikowskiego. – W pierwszym daleko lepiej głowa mi się podoba, w drugim zaś całość, z obu więc będę starał się wyciągnąć korzyść, szczególniej gdy głowy obu portretów mają tenże sam kierunek i światło”. Wicekurator miał tu pewne wątpliwości, wahał się, „czyli rzeczy te dwie dadzą się zastosować razem, bo może charakter wyrażony w głowie Amerlinga nie będzie odpowiadał postawie ciała Kupelwiesera”, ostatecznie jednak przystał na takie rozwiązanie.

Wizerunki, do których odwołał się Tysiewicz są podobne w charakterze. Kupelwieser przedstawił monarchę stojącego obok tronu,  Friederich von Amerling zasiadającego na tronie, ale poza tym oba portrety operują niemal tym samym zestawem rekwizytów. Na obu cesarz przedstawiony jest w całej postaci i w tym samym stroju – obcisłych białych spodniach i białych trzewikach, białym ornacie koronacyjnym zdobionym złotym haftem, purpurowym, haftowanym złotem płaszczu, bramowanym gronostajami, z orderami  Złotego Runa, Korony Żelaznej, Leopolda i Świętego Stefana. Noszona przez monarchę korona to pochodząca z początku XVII wieku prywatna korona Rudolfa II, dziedziczona jako korona osobista kolejnych Habsburgów na tronie cesarskim,  którą Franciszek, rezygnując w 1806 roku z tytułu cesarza rzymskiego i proklamując się cesarzem Austrii,  wybrał na insygnium nowej monarchii. Na stoliku obok tronu obaj artyści umieścili królewskie jabłko, a Kupelwieser dodatkowo korony świętego Wacława i świętego Stefana, podkreślając tym samym, że cesarz Austrii był jednocześnie królem Czech i królem Węgier.

Zastanawiając się, dlaczego Tysiewicz zdecydował się na kompilację, obracamy się w kręgu przypuszczeń. Być może do ujęcia Amerlinga zraziła go niezbyt fortunna poza cesarza, siedzącego na tronie z szeroko rozstawionymi nogami, przez co konieczne stało się „strategiczne” sfałdowanie krótkiej poły koronacyjnego ornatu między udami. Jednocześnie kopista nie mógł nie dostrzec, że w porównaniu z wygładzonym, wyidealizowanym, wyraźnie odmłodzonym obliczem ponad sześćdziesięcioletniego władcy na płótnie Kupelwiesera, pełna powagi i smutku twarz cesarza z obrazu Amerlinga, twarz o zmęczonych oczach i zapadniętych, pomarszczonych policzkach, pokrytych ceglastym rumieńcem,  jest bardziej interesująca w wyrazie i zapewne bliższa prawdzie.

Jan Tysiewicz, Portret cesarza Franciszka I w stroju koronacyjnym, 1843, olej na płótnie. Lwów, Lwowskie Muzeum Historyczne, nr inw. Ж1353

Wynagrodzenie dla Tysiewicza zostało określone na 400 złotych reńskich, a warunkiem przyjęcia dzieła było wydanie pozytywnej opinii przez autora głównego pierwowzoru – Leopolda Kupelwiesera. Ostatnie szczegóły kontraktu uzgadniano jeszcze w czerwcu 1843 roku, ale malarz zapewne przystąpił do pracy znacznie wcześniej, gdyż pod koniec czerwca wysłał do Lwowa gotowy już obraz, oprawiony w najstosowniejsze jego zdaniem „ramy rokoko”.

Płótno o wymiarach 365 x 185 cm zawieszone zostało w sali wielkiej  Zakładu i odtąd cesarski patron świadkował publicznemu czytaniu corocznych sprawozdań z działalności, koncertom i innym galom urządzanym w tym pomieszczeniu. Kiedy pod koniec XIX wieku sala z ansamblowej zmieniła się w galerię obrazów, umieszczony dokładnie na wprost wejścia portret monarchy był pierwszym, na który padały oczy wchodzących.  Był też pierwszym, który z galerii usunięto po pierwszej wojnie światowej Zakład rozpoczął działalność w niepodległej Polsce. Nie wiemy, gdzie go wówczas umieszczono – zapewne w którymś z pomieszczeń administracyjnych bądź w magazynie.

Oryginalne portrety cesarza dziś można podziwiać w Wiedniu, ten pędzla Kupelwiesera w Muzeum Historii Wojskowości, autorstwa Amerlinga w Muzeum Historii Sztuki. Tysiewiczowska kopia znalazła ostatecznie miejsce na ekspozycji w Lwowskim Muzeum Historycznym.

 

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.