„Pan Jowialski” – najbardziej wieloznaczna z komedii Aleksandra Fredry? 

Na wystawie „Żołnierz napoleoński, ojciec komedii polskiej” – Fredro w Ossolineum prezentowane są między innymi dwa rękopisy komedii „Pan Jowialski” z 1832 roku. Ten rok nie był łatwy dla Aleksandra Fredry, rozgoryczonego upadkiem powstania listopadowego (w którym co prawda nie brał udziału) i dotkniętego śmiercią kilkumiesięcznego synka Gustawa. W styczniu pisał z Rudek do przyjaciela, Józefa Grabowskiego: „[…] O sobie – cóż Ci doniosę? Autorstwo moje diabli wzięli, nie podlecę już nad ziemię w ołowianych botach, które los nam wszystkim sprawił. Mam dobrą żonę, mam małego bębna, mam książki, domek spokojny – słowem, byłbym szczęśliwy, gdybym nie był Polakiem”. 

Wkrótce jednak wziął się do spełniania piórem obywatelskich obowiązków. Tak powstał „Pan Jowialski” – komedia, dla której źródłem inspiracji była sąsiedzka społeczność. Jak powiedział wiele lat później w wywiadzie dla „Kłosów”: „Ja tę postać żywcem wziąłem z sędziwego staruszka, Grzymały, którego z bliska znałem. Dobroduszny, pełen prostoty starowina powtarzał przysłowia i bajeczki, jakie z młodości zapamiętał […]”. Przysłowia i sentencje, których w tekście komedii jest około dwustu, obok ośmiu bajek, były jednym z powodów jej atrakcyjności dla Polaków pod zaborami. Zaczerpnięte z książek (jak „Adagia polonica” Grzegorza Knapiusza, „Przypowieści polskie” Salomona Rysińskiego), zbierane zgodnie z romantycznym nakazem chwili, stworzyły z „Pana Jowialskiego” swoistą arkę dla języka i obyczaju przedrozbiorowej Polski. 

„Pan Jowialski” należy do najoryginalniejszych fredrowskich komedii. Jej przesłanie bywało różnie odczytywane i budziło zaciekłe spory wśród krytyków. Akcja, oparta na często używanym chwycie „teatru w teatrze” jest pełna zwrotów, po których oczywiście tryumfuje miłość. Rzecz dzieje się w dworku na Podkarpaciu, w latach 20. XIX w. Bohaterami utworu są przedstawiciele różnych pokoleń i warstw szlachty. Najstarsi, państwo Jowialscy, to przedstawiciele epoki saskiej, ich syn Szambelan i jego żona to pokolenie Oświecenia, a najmłodsi: Helena, Janusz, podróżujący artyści Ludmir i Wiktor – to już dzieci romantyzmu. Kiedy Ludmir udaje śpiącego szewczyka, Janusz (w wersji brulionowej Rubasznicki, nazwisko znaczące) postanawia przenieść go do dworu i dla zabawy wmówić mu, że jest sułtanem. Odgrywanie różnych scenek było wówczas częścią szlacheckiego obyczaju, więc w domu znalazły się kostiumy. Ale wykpiwany „człowiek z ludu” sam zaczyna reżyserować ten spektakl. Podwójne przebranie umożliwia Ludmirowi mówienie prawdy i zdobywanie względów Heleny. Rodzina widzi kandydata na jej męża raczej w zamożnym Januszu; na szczęście okazuje się, że Ludmir to syn Szambelanowej z pierwszego małżeństwa, zaginiony w dzieciństwie. Kochająca się para bierze ślub, rodzice są zadowoleni, a majątki uratowane. 

Co w tym niezwykłego czy kontrowersyjnego? Czasy, w jakich komedia powstała sprawiły, że szukano w niej drugiego dna. Motto zaczerpnięte z dzieła Andrzeja Maksymiliana Fredry „Głodnego żołądka bajką nie zabawić, racją nie odbyć” (dodane zresztą dopiero w ostatecznej wersji) odczytywano jako poczucie pustki po przegranym powstaniu. Widziano też w utworze satyrę „chłostającą niemiłosiernie przesądy, zarozumiałość, próżność i wszelkie gatunki ludzkiego głupstwa” („Dziennik Warszawski” 1865). Jowialskiego interpretowano jako pogrążonego w marazmie, bezmyślnego reprezentanta pokolenia, które spowodowało upadek Polski. Z drugiej strony widziano w nim mądrego tradycjonalistę, a w utworze pochwałę szlacheckiej sielanki, „moralnej tężyzny i staropolskiego humoru” (1872). Czy Jowialski był dziwakiem, terroryzującym otoczenie swoją manią zbierania przysłów i robieniem „kawałów”? Czy w latach niewoli wypadało tak po prostu być wesołym? A może był to śmiech przez łzy, ucieczka od tragizmu sytuacji? Tak więc tę „komedię w 4 aktach” niektórzy uznawali za farsę, satyrę albo i za tragedię. 

W latach międzywojennych do Ossolineum trafiły, oprócz innych papierów Aleksandra Fredry, dwa rękopisy „Pana Jowialskiego”: brudnopis, czyli brulion, na kartach formatu dużego folio (ok. 36 cm wysokości) z dodatkiem do tytułu „Komedyja w 3 aktach prozą” oraz zeszyt z czystopisem dwu pierwszych aktów „Komedyi w 4 aktach” z datą 7 kwietnia 1832 na karcie tytułowej. Krytycy określili utwór jako „okropnie długą komedię”, bo liczy tyle linijek (czyli wersów) co dwie „Zemsty”. A przecież Fredro panował nad tekstem, o czym świadczą notatki na jego brudnopisach. Dlaczego w wypadku „Pana Jowialskiego” postąpił inaczej?

Odpowiedź staje się jasna po porównaniu czystopisu z brulionem. Zawiera on, wbrew podtytułowi, cztery akty komedii. Po ukończeniu trzyaktowej wersji, autor sam wziął się do jej przepisywania na czysto. W trakcie pojawiły się nowe pomysły, odłożył więc rozpoczęty zeszyt i wrócił do brulionu. Po akcie 2 dodał nowy z numerem 3, stary trzeci oznaczył jako 4 i zmienił numerację stron (było to możliwe bo karty nie były wtedy jeszcze oprawione). Komu przysłużyła się ta decyzja? Dodany akt rozbudował postać Ludmira, który stał się drugim, równorzędnym bohaterem komedii. Jego miłość do Heleny, sposoby zdobycia wzajemności, intryga Wiktora, którą postarał się wykorzystać na swoją korzyść – wszystko to stało się bardziej prawdopodobne psychologicznie. Ludmir został przedstawiony jako osoba aktywnie działająca, zdobywająca miłość ukochanej i aprobatę jej rodziny. Było to nowatorskie na tle ówczesnej produkcji teatralnej, a ponadto bliskie postawie samego Fredry i historii jego małżeństwa, poprzedzonego wieloma latami starań. Trochę jak Fredro w młodości, Ludmir, „szalony” artysta, decyduje się w końcu na małżeństwo i stabilizację. 

Dodatkowy akt przyniósł też zmiany w kreowaniu postaci Jowialskiego. Ten staruszek o nazwisku oznaczającym dobroduszną wesołość (od łacińskiego „jovialis”) w brudnopisie był przedstawiany jako osoba niezbyt wykształcona, z ciasnym umysłem, powtarzająca tradycyjne powiedzonka i „ludowe mądrości”. W ostatecznej wersji tekstu bohater wyrósł na świadomego obserwatora i znawcę ludzkiej natury, filozofa i kpiarza, którego bawią ludzkie wady, zbieracza przysłów, być może autora bajek (w dodanej scenie mówi do Ludmira „będziemy wspierać się wzajemnie my, autorowie”). Te cechy sprawiają, że stał się w jakimś stopniu zbliżony do autora, wówczas niespełna 40-letniego. Może tak właśnie wyobrażał sobie Fredro siebie w przyszłości? Tak jak Jowialski, wiedział już, że życie jest teatrem, w którym komedia przeplata się z tragedią. 

Hanna Kulesza

Ten wpis został opublikowany w kategorii Archiwum Aktualności. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.